Kategorie

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Ogórki - krokodylki na ostro

Wielu ludzi udaje tych, którymi nie są. Politycy udają, że są mądrzy i się o nas troszczą. Żwawe babcie w autobusie udają, że są zbyt słabe, aby stać. Pracodawcy udają że płacą, a pracownicy udają że pracują.

Styczeń też udaje. Że jest listopadem, albo może początkiem marca. Temu akurat udawanie idzie zupełnie dobrze – ubrał się na szaro-ponuro, straszy deszczem, aurą taką, że jak wyglądam przez okno to już od samego patrzenia dostaję objawów grypy. Jesienny spleen w środku zimy.

Co zrobić, żeby się nie dać tej udawanej wersji jesienio-przednówka, i żeby nie eksplodować z frustracji, kiedy po każdym spacerze z psami rudymi wracam do domu z psami skąpanymi w błocie po szyje, ze szczególnym uwzględnieniem brzuchów?

Nie wiem, co możecie zrobić wy. Ja otwieram szafkę z przetworami i wyjmuję słoik krokodylków, przygotowanych zawczasu, w pełni sezonu ogórkowego. Krokodylki są rewelacyjne do kanapek, sałatek, wędliny, sera i wódeczki. O ile ktoś pije wódeczkę. A jeśli nawet nie pije, ale lubi ostre przekąski, to radość przyswajania raczej gwarantowana.

Wprawdzie trudno o krokodylki w pełni sezonu zimowej jesieni, jeśli wcześniej się ich nie wykonało i nie zgromadziło w spiżarce, ale nigdy nie jest za późno ani za wcześnie, żeby nabyć wiedzę w temacie. Uzbrojeni w teoretyczne szczegóły, przystąpicie ze śpiewem na ustach do ogórkowej batalii, kiedy tylko przekwitną ogórki. Póki co, zapraszam do zapoznania się z przepisem.

Aby przygotować krokodylki, potrzebujemy:

2kg małych ogórków
2 główki czosnku
6 łyżek oleju
4 łyżeczki chili w proszku
1,5 szklanki octu
1 szklanka cukru
2-3 suszone papryczki z gatunku piekielnych (opcjonalnie)
2 łyżki soli

  • Ogórki kroimy na ósemki (dla kitchen-noobów: najpierw na pół, potem każdą połówkę na pół, a ćwiartki jeszcze na pół, ale nie jest to obligaotryjne. Niektóre ogórki kroję na ćwiartki na przykład), solimy i odstawiamy na około 6 godzin. Zadaniem odstawionych ogórków jest puścić wodę.
  • Kiedy ogórki już puszczą wodę, odlewamy ją. Ogórki posypujemy chili. Dokładamy czosnek w obranych ząbkach.
  • W jednym garnku gotujemy zalewę: olej, ocet, cukier. Ja do zalewy dodaję kilka suszonych, ostrych papryczek. 
  • Gorącą zalewą polewamy ogórki, przykrywamy naczynie, odstawiamy na 12 godzin, żeby wszystko się ładnie przegryzło. 
  • Po 12 godzinach ogórki przekładam do słoików, całość pasteryzuję, gotując 15 minut. 


W sezonie część ogórków jest zjadana na bieżąco, a część odstawiana na zimę. Po otworzeniu słoika i zjedzeniu ostrych ogórków, zalewę można wykorzystać jako marynatę do pieczonego mięsa, co czynię ku zadowoleniu domowników.


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Witamy pomarańcze w syropie, pierwsze witaminy zimy!

Pomarańcze w syropie to produkt tak nieskomplikowany w przygotowaniu - aż dziwne, że nie jest powszechnie dostępny na półkach sklepowych, a cena jednego niewielkiego słoiczka to kilkanaście złotych. Zatem, sknerusy miłujące przetwory, do boju!

Moje dzisiejsze pomarańcze w syropie to produkt dość ekspresowy - od chwili zakupienia dwóch kilogramów pomarańczy w pobliskim Lidlu do momentu zakręcenia nakrętek na słoikach minęły niecałe trzy godziny. Oto dzisiejszy wariant działań:

W przygotowaniach oparłam się na tym przepisie. Dwa kilogramy pomarańczy umyłam dokładnie pod bieżącą wodą, pokroiłam na plasterki, ułożyłam w garnku, zalałam wodą tak, że kilka plastrów na górze wystawało, i postawiłam na gazie. W drugim garnku zagotowałam niecały litr wody z kilogramem cukru trzcinowego, dwoma kawałkami cynamonu, paroma gwiazdkami anyżu i goździkami. 

Wygląd pomarańczy w trakcie gotowania rozczarował mnie silnie - odniosłam wrażenie, że za chwilę się rozpadną, część zaczęła wyglądać trochę flaczkowato. Wyłączyłam gaz, przełożyłam pomarańcze do większego garnka (na szczęście spora część wyglądała nadal przyzwoicie) i spróbowałam wody w której się gotowały. Była cierpka. Zdecydowałam że połowę wyleję, a drugą połowę dodam z powrotem, żeby nie było zbyt słodko. Całość zalałam syropem, i pozwoliłam pyrkotać jeszcze przez moment na małym gazie. Końcówka - standardowo, owoce do wyparzonych słoików, zalać gorącym syropem, reszta syropu do słoja (wyszedł prawie litr), zakręcić, odwrócić do góry dnem, czekać aż ostygnie i zassie się.

 

Składniki:
2 kg pomarańczy
1 kg cukru trzcinowego
1 litr wody
4 gwiazdki anyżu
2 rurki cynamonu
kilka goździków


Wnioski poprodukcyjne:
  • Być może trzeba było najpierw przygotować syrop i zalać nim pokrojone w plastry pomarańcze. Coś mi się kołacze w głowie, że owoce traktowane na gorąco z użyciem cukru - zachowują ładniejszą formę.
  • Być może trzeba było również poczekać, aż syrop zgęstnieje jeszcze bardziej, nawet lekko uderzając w karmel. Ale to akurat niekoniecznie.
  • Litr nadprogramowego syropu pomarańczowego już napoczęłam i sączę testowo w formie rozcieńczonej. Dobry, nawet bardzo. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to grzecznie zlać syrop do słoika, i wykorzystywać do herbaty, do nasączania ciasta, albo do popijania z wodą. Popijając z wodą uruchomiłam zdaje się wyobraźnię - jutro zakupię spirytus, i wykonam nalewkę!