Kategorie

niedziela, 17 listopada 2013

Ciasto brownie z pogranicza RAW

Nie pamiętam już, od czego zaczęło się moje zainteresowanie kuchnią RAW - pewnie od jakiegoś artykułu z przepisem, stawiam że było to jakieś ciasto - może sernik, albo inny bananowiec. Specyfika przygotowywania potraw bez obróbki termicznej spodobała mi się, chociaż nie jestem specjalnie ortodoksyjnym przestrzegaczem zdrowego stylu życia. Owszem, podziwiam ludzi którzy potrafią życie kulinarne ograniczyć wyłącznie do roślin, a jeszcze bardziej imponują mi ci, którzy tych roślin nie przetwarzają w temperaturach. Ale już rezygnacja z pewnych produktów - to zdecydowanie nie moja działka. Lubię jajka, mleko, mięso - także w postaci surowej.

Przepisy RAW postanowiłam włączyć do własnego jadłospisu. Na pierwszy ogień poszło ciasto, podobne do tego, którym kiedyś zajadałam się w restauracji Ro, na krakowskim Kazimierzu na Placu Wolnica. Zafrapował mnie cykl przygotowywania słodyczy bez cukru, mleka i jaj. W polskiej rzeczywistości, w kulturze w której żyję - to dość niezwykłe. Ciasta przygotowuje się w oparciu o powyższe składniki.

Nie mam wątpliwości, że przygotowane przeze mnie ciasto brownie lekko gwałci zasady raw foodingu, chociażby przez zastosowanie płatków owsianych błyskawicznych (przygotowywanych za pomocą obróbki termicznej), ale z pewnością nie należy do tradycyjnych wypieków - wypiekiem bowiem nie jest. Jednak gdyby przepis miał być wykorzystany przez kogoś kto zasad chce przestrzegać, myślę że nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać części składowe zgodne z filozofią raw.

W procesie produkcji wykorzystałam mąkę z płatków owsianych, zmielonych w pradawnym młynku do kawy, zmielone siemię lniane, orzechy włoskie zmielone w równie pradawnej maszynce do - surprise! - mielenia orzechów, suszone śliwki i rodzynki, namoczone w wodzie, i pokrojone suszone daktyle bez pestek.



W pierwszej kolejności przy użyciu ręcznego blendera zmieniłam śliwki, rodzynki i daktyle w dość gładką masę, miksując je razem z wodą w której się moczyły. Operacja dała mi do myślenia - potrzebuję blendera o zdecydowanie większej mocy! Przypuszczam, że znacząco ułatwi mi pracę, i usprawni proces przygotowywania kolejnych potraw, zwłaszcza że przepisy kuchni RAW często opierają się na miksowaniu.
Do masy z suszonych owoców dorzuciłam kolejno: zmielone orzechy włoskie, zmielone siemię lniane, mąkę z płatków owsianych, cztery łyżki tłoczonego na zimno oleju rzepakowego i cztery duże łyżki kakao.  Wszystko to połączyłam mikserem.

W efekcie uzyskałam wilgotną, dość gładką masę, którą przełożyłam do wyłożonego papierem do pieczenia półmiska (brakuje mi w kuchni małej tortownicy, więc robim co możem!), i włożyłam do lodówki, żeby całość uzyskała pożądane spojenie.


Po nocy spędzonej w lodówce brownie uzyskało pożądaną konsystencję, i bez problemu dało się kroić na małe kawałki. Smakowało wybornie. :)
Od następnego przepisu przynajmniej efekt finalny postaram się jakoś staranniej fotografować, tym razem proszę o wybaczenie, idę zjeść ostatni kawałek.




Kwestia proporcji
Podczas gotowania staram się unikać porcjowania według gramów. Wolę posługiwać się pojęciem "części". Dzisiaj rolę jednej części pełniły miski o pojemności 250ml.
  • 1 część mąki z płatków owsianych
  • 1 część namoczonych w wodzie śliwek suszonych i rodzynek + woda, w której się moczyły
  • 2/3 części zmielonych orzechów włoskich (i kilka laskowych)
  • 8-9 daktyli suszonych, bez pestek
  • 2 duże łyżki siemienia lnianego (po zmieleniu wydaje się, że jest go trochę więcej)
  • 4 duże łyżki kakao











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz